Najgorszy sezon nad Bałtykiem od lat. Przedsiębiorcy liczą straty
Lato 2025 zapisze się na kartach historii polskiej turystyki jako jedno z najtrudniejszych od dekad. Lipiec przypominał raczej październik – deszcz, wiatr i chłód odstraszały turystów, a plaże świeciły pustkami. Dopiero sierpień przyniósł poprawę, ale to była jedynie „kropla w morzu potrzeb”. W efekcie na całym wybrzeżu – od Międzyzdrojów po Krynicę Morską – przedsiębiorcy mówią jednym głosem: to był najgorszy sezon, jaki pamiętają.
Międzyzdroje – puste kwatery, zawiedzione oczekiwania
– „Na początku lipca miałem wypełnione rezerwacje w 80 procentach, ale goście zaczęli odwoływać pobyty dzień po dniu. W efekcie obłożenie spadło mi do 30 procent. Nigdy wcześniej czegoś takiego nie widziałem” – mówi pan Marek K., właściciel pensjonatu w Międzyzdrojach.
Miasto, które zwykle tętni życiem, tym razem borykało się z pustymi promenadami. Nawet Festiwal Gwiazd nie ściągnął tylu turystów, co w poprzednich latach.
Pobierowo – restauracje na minusie
W Pobierowie sytuacja gastronomów była szczególnie trudna.
– „W lipcu przychody spadły nam o połowę w porównaniu do roku ubiegłego. Ludzie przychodzili, pytali o ceny i… wychodzili. Tylko w sierpniu udało się trochę odrobić, ale i tak całościowo jesteśmy na minusie” – opowiada Mirosław H., właściciel restauracji serwującej ryby w centrum miejscowości.
Dodaje, że wielu jego znajomych prowadzących bary i smażalnie skracało godziny otwarcia lub wręcz zamykało lokale, bo „nie opłacało się nawet włączać pieca”.

Kołobrzeg – hotele zmagają się z krótkimi rezerwacjami
Kołobrzeg, największe nadmorskie uzdrowisko, także odczuł skutki słabego sezonu.
– „Mieliśmy rezerwacje jedno- i dwudniowe, często robione w ostatniej chwili. Turyści sprawdzali prognozę pogody i jeśli zapowiadało się słońce, przyjeżdżali. Ale ekonomicznie to dla nas dramat – sprzątanie pokoju kosztuje 150 zł, a wynajęcie go na jedną noc przynosi niewielki zysk” – tłumaczy Anna P., dyrektorka jednego z hoteli przy molo.
Mielno i Sarbinowo – lipiec jak październik
Mielno, które zwykle kojarzy się z tłumami młodzieży, w lipcu wyglądało niemal jak wymarłe.
– „Były dni, że na promenadzie można było policzyć ludzi na palcach. Wzięłam pięć dziewczyn do pracy na sezon, a po pierwszym weekendzie musiałam zwolnić trzy. Wróciły dopiero w sierpniu” – opowiada pani Joanna S., prowadząca jadłodajnię w Sarbinowie.
Ustka i Łeba – nadzieja tylko w sierpniu
W Ustce i Łebie sytuacja wyglądała podobnie. Pogoda w lipcu odstraszyła przyjezdnych, a sierpniowy długi weekend dał jedynie chwilowe poczucie normalności.
– „Wtedy mieliśmy zajęte prawie wszystkie pokoje. Ale co z tego, skoro to były tylko cztery dni? Sezonu tym się nie odrobi” – mówi Katarzyna L., właścicielka pensjonatu w Łebie.

Jastarnia i Hel – drożyzna kontra frekwencja
Na Półwyspie Helskim tradycyjnie ceny były wyższe niż w innych kurortach, ale nawet tutaj widać było spadek liczby turystów.
– „Widać, że Polacy wolą wyjechać do Grecji czy Turcji, gdzie pogoda jest pewna i ceny coraz częściej są porównywalne albo nawet niższe. W lipcu miałem wolne domki – pierwszy raz od 15 lat” – przyznaje Tomasz B., właściciel kempingu w Jastarni.
Krynica Morska – ratunek w turystach zza granicy
Na Mierzei Wiślanej sytuację ratowali turyści z Niemiec i Czech.
– „Na przełomie lipca i sierpnia 70 procent naszych gości stanowili obcokrajowcy. Gdyby nie oni, musielibyśmy zamknąć obiekt” – mówi Ewa D., współwłaścicielka hotelu w Krynicy Morskiej.

Branża turystyczna w liczbach
- Obłożenie kwater prywatnych i pensjonatów w lipcu: 40–50 procent.
- Spadek przychodów w gastronomii: średnio 30–50 procent.
- Wzrost udziału turystów zagranicznych: nawet do 60–70 procent w niektórych kurortach.
Podsumowanie
Sezon 2025 nad Bałtykiem był jednym z najgorszych w historii. Lipiec okazał się katastrofalny, sierpień nie uratował branży, a wielu przedsiębiorców kończy wakacje z długami zamiast zyskiem. Najczęściej powtarzane słowo w rozmowach to „rozczarowanie”.
Przed branżą turystyczną stoi dziś poważne pytanie: jak przygotować się na kolejne lata, skoro pogoda staje się coraz mniej przewidywalna, a konkurencja zagraniczna – coraz tańsza i bardziej atrakcyjna?
